nie rozpraszaj myśli moich skupionych nie rób mi wody z mózgu czarne to czarne białe jest białe nie wciskaj mi szarości wielkie rzeki cicho płyną będę Las nocą Lubię lasów uroczystą ciszę szum, jak koronami drzew kołysze sowa uroczyście pohukuje nocą ukłony śle księżycowi, królewskiemu panu czuję do W magicznym lesie tańcząc z aniołami, poczuła miłość w duszy bezcielesnej którą straciła za młodu, za wcześnie, kiedy młodzieniec pięknem słów ją mamił. . Na szali Poezja z niebios zesłana | **Narodzona do miłości** FRASZKA inspirowana przysłowiem. ,, Nie wszystko złoto , co się świeci" * ponad rozumu granicę zahaczasz o niebo własną świętą dzwonnicę . Opowieści dziadka Barda ^^ Kilka dni zajęło drużynie, aż mnich, a właściwie Emisariusz Rince przebudził się po krytycznych obrażeniach. Przy nim czuwała Milva tropicielka o specyficznym poczuciu humoru i mag-nekromanta Herold. Drużyna została przemieniona po długotrwałych modłach przez swoje bóstwa. Teraz, kiedy już pozbyli się swoich poprzednich słabości ( i tu mógłby powstać naprawdę długi monolog xD prawda Chriss? ) ruszyła do śmierdzących pozwolę sobie to tak ująć poszukiwań. I tak po długotrwałym obmacywaniu każdych z czterech ścian, jednej podłogi i stropu okazało się, że w pomieszczeniu na suficie była klapa, a w niej korytarz, a na końcu korytarza... ;) nieprzyjemne powitanie dla Milvy, która to jako pierwsza podążyła w nieznane. Ale może troszku bardziej szczegółowo& Nekromanta odmówił chodzenia po zakurzonych dziuplach, emisariusz ze swoją zbroją nie miał jak zastąpić w tym zadaniu kobietę, a tropicielka miała to po prostu wszystko w d& czy się ubrudzi czy też jako pierwsza zbogaci się o kosztowności i oszczędności zabitego pasterza. Milva z pomocą dżentelmena rycerza weszła w otwór w suficie, ciasnym tunelem prześlizgnęła się do kolejnej klapy, po otwarciu jej oczom ukazało się pomieszczenie, które po późniejszych przemyśleniach okazało się pomieszczeniem obok. Milva zeskoczyła& Bęc, trzask, prask i słyszym... I nic nie słyszym tak mogliby skomentować panowie w pierwszym pomieszczeniu. Rince długo się nie zastanawiając zdjął zbroję, podsadził maga i również podążył ciasnym i brudnym tunelem. Po drugiej stronie leżała w pomieszczeniu tropicielka kuląca się z bólu od nieprzyjemnych kolców, które uaktywniła zeskakując na podłogę. Po unieszkodliwieniu pułapki, a właściwie zniszczeniu drużyna rozpoczęła poszukiwania, nie omieszkała nawet w yhm odchodach, które to znajdowały się w rogu pomieszczenia, pogrzebać poszukać ( bo a nóż wydalił coś cennego xD). Taka to drużyna narodziła się po modłach: nie znająca ohydy i umiaru, pędząca na przód ciasnymi i ciemnymi ścieżkami, mająca własne cele i własne żądze. Dwoma słowy: kochaniutka drużyna Najsłodszy jednak jest fakt, iż mimo ubabrania się gówienkami drużyna odkrywszy informacje na temat pochodzenia trucizn niemyślała o sobie w pierwszej kolejności - a wtedy miło byłoby jakby jednak wzięła dobrą, porządną i ciepłą kąpiel - ruszyła do pobliskiej jaskini, co okazało się w przyszłości kilkudniową wędrówką po tunelach. I tak oto Milva, Rince i Herold weszli do groty. Na początku swojej wyprawy napotkała kilku trolli, widmowego grzyba i wyjca. Jest to tylko wzmianka o tych wynaturzeniach, gdyż największe niebezpieczeństwo kryło się w głębinach podziemnego jeziora i w laboratorium za wielkimi metalowymi drzwiami...Zacznijmy od drzwi xD Po 2dniach tułaczki i walki z wynaturzeniami w jaskiniach, drużyna dotarła do wielkich metalowych drzwi, które jakby mogły powiedziałby: Idźcie stąd, tam w środku nie ma niczego cennego co mogłoby Was podróżnych zaciekawić bądź co gorsza wzbogacić. Drużyna jednak miała swoją teorię ^^. Długo nietrwało jak drzwi były już otwarte, a drużyna swoimi złymi, chciwymi i prawymi oczyma wchłaniała obrazy do umysłu i analizowała pod dany przez ich charakter otrzymane informacje. Mnóstwo stołów zawalonych ziołami, miksturami i proszkami, a to wszystko to najlepszej jakości trucizny, piękny czerwono-żółty dywan, kocioł jakim by żadna porządna wiedźma nie pogardziła oraz posąg roboty wyśmienitego kamieniarza. Wszystko piękne i śliczne gdyby nie fakt, że posąg to tak naprawdę tymczasowa iluzja, a nie wszystkie ściany to - xD - ściany. Nie muszę chyba wspominać, że drowy jako magowie i wojownicy są wyśmienitymi przeciwnikami, nawet dla tak doświadczonej drużyny. Co prawda drużyna bystrze zauważyła wilcze doły pod dywanem jednakże starcie kosztowało ich nie lada małego wysiłku. Walka dobiegła końca, a śmiałkowie odkryli, że nie warto lekceważyć stan rzeczy o jakim informują tylko oczy. Zgrabione trutki i co cenniejsze przedmioty, a i kotłem nie pogardził czempion ^^. W labiryncie tuneli drużynę czekał jeszcze jeden niesmaczny kąsek. A mianowicie po uprzednim zgubieniu, następnie odnalezieniu i ponownym zagubieniu oczom drużynie ukazało się podziemne jeziorko. Na drugim końcu jeziorka łódki mówiące: Tam nikogo nie ma. My sobie tutaj tak tylko wypoczywamy na plaży kamienistej tego oto piękno-mrocznego jeziorka. I tym razem drużyna nie uwierzyła - xD. Rince zaproponował podróż wokół jeziora y byłby to dobry pomysł gdyby nie fakt, że jeziorko było zamieszkiwane przez Aboletha. Drow nekromanta klnął jak tylko otchłań najlepiej potrafiłaby wyuczyć swego mieszkańca co zainteresowało kilku innych drowów wcześniej już przybyłych. Starszy sierżant rozpoznając w nekromancie lordowskie pochodzenie i syna nikogo innego jak majora ruszył na ratunek. Niestety Herold nie miał dość wielkiej woli na ataki Aboletha i pod koniec walki rozpoczął się proces przemiany jego płuc w oskrzela. Po krótkiej rozmowie wyjaśniłoby się, że mag ma szlacheckie pochodzenie jednakże nadszarpnięta już jego wola po raz kolejny nie zdała testu, a tym samym zapewnił starszemu sierżantowi wieczny spoczynek w otchłani. Przemiana dobiegała końca i mimo, że drogę wyjścia z jaskiń było już widać, nekromanta został zmuszony (z przyczyn losowych xD) do przywitania się z nowym domkiem - podziemnego jeziorka. Drużyna wychodząc z jaskini musiała tylko zejść z klifu, zabić porucznika maga - drowa i wejść pod przykrywką na statek Leoxa, którego było już widać na horyzoncie. Ale to jak już sami się domyślacie była tylko formalność ^^ Ostatnio na portalu “Dzieci są ważne” przeczytałam bardzo bliski mojemu sercu artykuł “Najszczęśliwsze dzieci na świecie, czyli wychowanie po holendersku“. Tekst ten skłonił mnie do pewnej refleksji. Często słyszymy od znajomych, że Julianna jest wiecznie uśmiechnięta, a z jej oczu bije spokój i siła. I że jest dziewczynką, która na pewno poradzi sobie w życiu. Oby ;)! Nierzadko padają pytania: “jak my to robimy”?! I wiecie co – artykuł ten uświadomił mi, że ogromny wpływ na to ma sposób w jaki staramy się wychowywać Juliannę. Wychowując z Filipem Juli robimy wiele rzeczy podświadomie. Pewnie gdzieś tam w głębi bazując na artykułach psychologicznych i książkach, które w swoim życiu przeczytaliśmy. Nie były to nawet teksty o dzieciach tylko w ogóle o prawdach psychologicznych. Bardzo mnie też cieszy, że zgadzamy się ze sobą co do modelu wychowywania dziecka. Chociaż właściwie nigdy o tym nie dyskutowaliśmy i nie czyniliśmy jakiś wielkich założeń. W pigułce model ten można zdefiniować jako rodzicielstwo bliskości. Książka o dzieciach, którą rzeczywiście przeczytaliśmy przed narodzinami Julianny i która była bardzo użyteczna w pierwszym roku jej życia to “Księga Dziecka – od narodzin do drugiego roku życia”. Książka napisana przez lekarzy Williama Sears’a i jego żonę Marthę – autorów 7 filarów Rodzicielstwa Bliskości. Autorzy “Księgi Dziecka” filarami bezpieczeństwa nazywają między innymi takie zachowania jak: noszenie dziecka, spanie blisko dziecka, czy wiara, że płacz dziecka jest jego sposobem komunikacji, a nie manipulacją. Mam wrażenie, że dzięki takiemu podejściu nauczyliśmy się bardzo dobrze “czuć” Juliannę, co niewątpliwie pomaga naszej trójce w codziennym funkcjonowaniu i pozwoliło nam z nią zbudować naprawdę fajną, emocjonalną więź. Artykuł “Najszczęśliwsze dzieci na świecie…” wskazuje na kilka kwestii, które uszczęśliwiają dzieci. Są to: – regularny rytm dnia, czyli zaspokojenie podstawowych potrzeb ( sen, odpowiednie posiłki),– dom, który stanowi bezpieczne schronienie– rodzice okazujący bezwarunkową miłość i uważność, a także poświęcający czas swoim dzieciom,– dużo czasu na zabawę– adekwatne do wieku reguły i granice, które dają poczucie bezpieczeństwa, „narzędzia”, dzięki którym rozwijają własną niezależność i sprawstwo. Mam wrażenie, że to są naprawdę proste rzeczy, ale na tyle proste, że w pośpiechu dnia codziennego często o nich zapominamy. Szukamy rozwiązań w skomplikowanych schematach, a wystarczy powrót do podstaw, których często nie doceniamy. Artykuł ten podkreśla także duże znaczenie faktu, że szczęśliwi rodzice, to szczęśliwe dziecko. Że rodzic, który dba o siebie, dba jednocześnie o swoje dziecko. Taki rodzic ma energię do bycia ze swoim dzieckiem, niesie w sobie spokój i cierpliwość, bo jest „poukładany wewnętrznie”. Nie ukrywam, że dużo z Filipem pracujemy nad tym, żeby tak rzeczywiście było. I nie jest to w żadnym wypadku stan, który osiągamy pstryknięciem palca 😉 Jednak mamy w sobie głębokie przekonanie, że warto o to dbać i warto się starać, bo to naprawdę procentuje w relacjach i to nie tylko tych z dzieckiem. Już kiedyś we wpisie “Powrót do pracy” trochę o tej dbałości o siebie wspominałam. Autorka tekstu “Najszczęśliwsze dzieci na świecie, czyli wychowanie po holendersku” wskazuje jeszcze kilka innych kwestii wartych uwagi, dlatego gorąco zachęcam do lektury. Dla mnie na przyszłość chyba najtrudniejsze będzie przebrnięcie przez poniższe założenia, pomimo tego, że w 100% się z nimi zgadzam ;)! “Dzieci mają prawo chodzić własnymi drogami, nawet jeśli mogą upaść i się zranić” oraz „Nie powinno się przesadnie ograniczać lub chronić dzieci (…), ponieważ jeśli nigdy nie upadną, nigdy też nie nauczą się tego unikać”. Mam nadzieję, że dzięki takiemu wychowaniu uda nam się zbudować w Juliannie wysokie, ale zdrowe poczucie własnej wartości, tak aby umiała stawiać czoła wyzwaniom, które czekają na nią w życiu. Zwykły, szary, zaczynający się o rano dzień - kobiety - gospodyni domowej - jest nudny i mało atrakcyjny. Czy to prawda??? Bo co może wydarzyć się w domu zwykłej woman??? Tu nie potrzeba drogiego, eleganckiego stroju, tu nie usłyszymy biurowych ploteczek, nie wypijemy kawy w pobliskim Lunch Clubie, tu nie zbeszta nas szef, ominą nas korki, nie wpadniemy w szał przy zepsutej xerokopiarce, nie staniemy się ofiarą mobbingu, nie wplączemy się w romans z kolegą z pracy, itd... Ale czy jest czego żałować??? Czy my "housewifes" mamy bezwartościowe życie??? Nie wiem jak inne kobiety, ale ja osobiście jestem szczęśliwa i spełniona jako niepracująca zawodowo "pani domu". W swoim życiu przepracowałam kilka lat, lecz gdy skończył się kolejny urlop wychowawczy, podjęłam życiową decyzję - rezygnuję z pracy - zostaję w domu! A co daje mi ten "mój dom"??? Przede wszystkim zadowolenie z tego, że wszystko zrobione jest na czas, "dzieci" dopilnowane i że nikt nie cierpi z powodu zaniedbanego domu. Dzień upływa bezstresowo i nie ma wyścigu z czasem. Lecz to nie wszystko...Są jeszcze inne, miłe akcenty...~~ ...poranna kawa wypita w spokoju na tarasie, przy śpiewie ptaków, długie, telefoniczne pogaduchy z koleżankami, wypady do centrum handlowego, książki przeczytane jednym tchem, spacery i wycieczki w ciągu dnia, pielęgnacja ogrodu, moje dłubaninki "decu", wizytki na Waszych blogach ( kiedy chcę), oraz coś, co jest najmilsze... a mianowicie - SPONTAN - robię co chcę i kiedy chcę :) Oczywiście bywają dni , w których doba jest za krótka i dla mnie, ale to zdarza się sporadycznie. Dni płyną a ja nie żałuję swojej decyzji .Wiem również, że wiele kobiet nie lubi siedzieć w domu, zajmować się dziećmi, spełniają się zawodowo lub sytuacja materialna nie pozwala im na taki "luksus". Mnie się poszczęściło i choć czasem płyną łzy, to i tak wiele szczęścia i miłych rzeczy spotyka mnie każdego dnia. -Choćby i dziś...- Spacerowałam z kawą po ogrodzie...przystanęłam, patrząc jak przed domem chyba usycha drzewko i moje oczy ujrzały taki oto widok... SZCZĘŚLIWA RODZINKA ( mama i tata odfrunęli) I jak tu nie mówić, że świat jest piękny !!! Piękny pod każdym względem. To właśnie takie widoki upewniają mnie w przekonaniu, że jestem szczęśliwa jako "housewife" Prev Article Next Article Najmilsza sercu Boża dziecino! W dniu tak pięknym i radosnym, niczym kwiat w promieniach wiosny, życzę Ci miłości, szczęścia, pomyślności i to, o czym zamarzysz, by się spełniło, i to, co pokochasz, by Twoim było. Facebook Prev Article Next Article

najmilsza dziecino dziś z niebios zesłana